Aktualności Szkolenia Sekcje AZM Nasz Sprzęt Galeria Kontakt

Kilka wspomnień naszego kadrowicza z wiosennych startów w zawodach.
Pilot naszego Aeroklubu, członek Szybowcowej Kadry Narodowej, Łukasz Kornacki pisze o swoim początku sezonu 2014.

Trening Szybowcowej Kadry Narodowej

Sezon szybowcowy w roku 2014 rozpocząłem od Treningu Szybowcowej Kadry Narodowej w Lesznie. 12 kwietnia rano zdecydowałem się wyjechać z Gdańska do Leszna, mimo że prognozy nie były zbyt obiecujące. Po dotarciu na miejsce czekało mnie trudne zadanie – złożenie ASW-22BL. Udało się to zrobić sprawnie tylko dzięki pomocy kolegów. Najpierw musiałem zrobić KTP, zanim znalazłem dwuster i instruktora była 15:30, szybki hol, wykręcenie podstawy w pierwszym kominie i korkociągami do ziemi. O godzinie 16:30 wystartowałem w końcu na ASW-22 i udało mi się zrobić przelot 150km. Następnego dnia rano pogoda wyglądała nieźle, ale szybko się popsuła. Wystartowałem dla próby, ale po krótkiej walce w parterze, odsuwany silnym wiatrem, zdecydowałem się wrócić na lotnisko (udało się na styk). Z powodu słabej pogody czekały nas potem dwa dni przerwy.


Kolejnego dnia nie miałem szybowca, na którym mógłbym startować, ale Janusz Centka był tak miły, że zabrał mnie na przelot swoim Arcusem M. Był to wspaniały lot, bo Janusz, jako doświadczony instruktor, zawodnik i wielokrotny Mistrz Świata, był w stanie wychwycić błędy w moim sposobie latania oraz udzielić mi wielu cennych wskazówek, które na pewno pomogą mi w przyszłych lotach. Startowaliśmy z własnym napędem, niecałą godzinę po starcie odeszliśmy na trójkąt 457km. Pierwszy punkt w Niemczech, oddalony o 170km osiągnęliśmy godzinę i 20 minut później. Podstawa osiągnęła 2100 metrów, noszenia ponad 2m/s. Nie byliśmy zatankowani, bo temperatura na zewnątrz wynosiła około -10 stopni C. Drugi bok był trochę trudniejszy (lecieliśmy na północny wschód), za to powrót okazał się całkiem przyjemny. Prędkość całego przelotu wyniosła 109km/h. Przy okazji chciałem bardzo podziękować Januszowi za ten wartościowy lot. Polecam takie doświadczenie każdemu zawodnikowi.

Kolejnego dnia zapowiadała się bezchmurna. Przesiadłem się znowu do ASW-22 i poleciałem na trasę 280km wyłożoną przez Trenera. Na początku było trochę chmurek, za to po pierwszym punkcie czekał nas całkiem spory obszar bezchmurnej. 40 kilometrów przed drugim punktem doleciałem do ładnych Cumulusów i przestałem krążyć. Wracałem po tych samych chmurach i na koniec wykręciłem sufit 1500 metrów, co pozwoliło mi na dolot z 80 kilometra – to jest zaleta latania na ASW-22 :). Tym lotem ze średnią prędkością 110km/h zakończyłem Zgrupowanie Kadry.

Krajowe Zawody Szybowcowe w klasie Standard

Kolejny raz do szybowca wsiadłem miesiąc później, ale był to już poczciwy Jantar Std. 3 „VL”. Jadąc do Stalowej Woli na zawody w klasie Standard miałem obawy, że niewiele sobie polatam – nad Polską stał rozległy niż, z którego mocno padało, a w okolicach Stalowej zapowiadano powodzie. Na szczęście tylko pierwszy dzień zawodów był pełen deszczu. Drugiego dnia musieliśmy poczekać aż lotnisko wyschnie po wielu dniach opadów i aż dolecą holówki. Można było przelecieć się treningowo, jednak mi cały dzień zszedł na usprawnianie Jantara i przygotowanie go do zawodów. Kolejnego dnia rozgrywaliśmy już konkurencję i tak pozostało do końca zawodów – lataliśmy sześć kolejnych dni. Latałem z Jakubem Barszczem i Łukaszem Błaszczykiem, czasem dołączał do nas Prezes. Obydwaj reprezentanci stali w zeszłym roku na podium Mistrzostw Europy, tegoroczne zawody skończyli na pierwszym i trzecim miejscu. Latanie z nimi to czysta przyjemność – prędkości, z jakimi lataliśmy były kosmiczne i prawie zawsze kończyliśmy konkurencję z najlepszymi wynikami. Dziękuję im za wspólne latanie bo sądzę, że wiele mogłem się nauczyć podpatrując ich taktykę.

W pierwszej konkurencji sprawnie i szybko przelecieliśmy pierwsze trzy boki (średnio około 100km/h), niestety gdy zaczęliśmy powrót do domu termika zaczęła gasnąć i końcówka była bardzo trudna. Ja za bardzo wyrwałem do przodu i szybko skończyłem w parterze z perspektywą pola. Lecąc powoli w stronę zupełnie inną niż meta udało mi się dojść do Cumulusa i wykręcić podstawę w dobrym kominie. Dzięki temu odzyskałem kilka kilometrów straty i nawet przegoniłem czołówkę, gdy spotkaliśmy się w ostatnim kominie. Ja miałem 500 metrów, ale Barszczu nie miał łatwego zadania na wysokości 300 metrów nad szeroko rozlaną Wisłą. Na szczęście wszyscy dolecieliśmy do lotniska, a udało się to tylko 13 pilotom z naszej klasy (mi udało się uzyskać trzeci wynik dnia, spośród 46 zawodników).


Drugiego dnia początek przelotu także przebiegał bardzo sprawnie. Niestety ostatnia strefa była całkowicie zasłonięta przez burzę. Zanim do niej dolecieliśmy powinniśmy dokręcić sufit. Chłopacy tak zrobili, ja natomiast odszedłem zbyt nisko zakładając, że ostatnie Cumulusy przede mną będą nosić. Niestety zanim do nich doleciałem rozpadły się i nie było już żadnych noszeń do strefy. Doleciałem do niej na 700m metrach, gdy zawróciłem okazało się, że odsłoniło się trochę Słońca i pojawiły się nowe Cumulusy 20 km ode mnie. Doleciałem do nich na 200 metrach – było to niestety za mało, żeby od razu coś znaleźć w parterze. Chwilę później siedziałem w polu. Łukasz, który był 300 metrów wyżej bez problemów wykręcił się i do domu ustawił mu się piękny szlak. Także spóźnione szybowce, które dopiero leciały do strefy, miały stąd spokojny dolot do strefy i powrót na lotnisko. Tym bardziej szkoda mi było przegranego dnia (prędkość do pola wyszła mi ponad 100km/h :]). W odróżnieniu do poprzedniego dnia tym razem większość obleciała trasę (tylko 14 szybowców nie doleciało), więc moje pole przekreśliło dobry wynik w tych zawodach.

Trzecią konkurencję rozegraliśmy we wspaniałej pogodzie bez niespodzianek. Pierwsze 250 kilometrów przelecieliśmy bez krążenia, dopiero na czwartym boku trzeba było pokrążyć. Lataliśmy pod wspaniałymi szlakami wybierając w mocnych ponad 5-metrowych kominach, tylko 4 razy musieliśmy się wykręcać. Dolot wyszedł praktycznie ze 100 kilometrów – wyrabiał się nam systematycznie. Razem z Łukaszem wlecieliśmy na metę jako pierwsi, wygrywając wspólnie tą konkurencję z prędkością 129,7 km/h (na trasie 400km) – niewiarygodne jak na Jantara, ale pogoda była naprawdę cudowna.



Czwarta konkurencja wyglądała podobnie – lataliśmy pod pięknymi szlakami, niewiele krążąc – tylko po dłuższych przeskokach na punkty. Ponownie pierwsi wpadliśmy na metę, ja parę sekund po Łukaszu, co dało mi drugą pozycję tego dnia. Prędkość podobna – 127 km/h na trasie 380km – niesamowite latanie.

Piąty lot także zapowiadał się dobrze, mieliśmy do pokonania 370km. Starty zakończyły się dosyć późno, a termika miała się szybko skończyć, więc mieliśmy obawy odnośnie końcowej części lotu – po zachodniej stronie Wisły. Pierwszy bok poszedł sprawnie, powrót do Wisły także. Potem wszystkie chmury przestały nosić. Rozdzieliliśmy się i sam szukałem jakiegoś noszenia. Musiałem wylać całą wodę i w końcu znalazłem dodanie zerko, które potem urosło do ponad 1 m/s. Stąd doleciałem do lepszych chmur nad Górami Świętokrzyskimi. Potem znów spotkałem się z chłopakami. Z wiatrem udało nam się wykręcić i łatwo dolecieć do punktu zwrotnego. W jego okolicach było jeszcze parę chmur z dobrymi kominami, w których zrobiłem sufit, ale powrót do domu wyglądał słabo – pod silny wiatr i żadnych perspektyw. Po 50 kilometrach wylądowałem w polu razem z trzema innymi szybowcami. Po drugiej stronie drogi wylądowały 2 kolejne. Nikt nie doleciał tego dnia do lotniska, a moje 307 kilometrów dało mi tego dnia trzecie miejsce.


Ostatniego dnia lotnego przed startami wiele osób próbowało przekonać Kierownika Sportowego, żeby odwołał nam konkurencję. Na szczęście Przemek nie uległ naciskom i wysłał nas na obszarówkę w czasie 2 godzin. Hole trwały długo, ale po wczepieniu mieliśmy mocne kominy i podstawy Cumulusów ponad 2500 metrów. W tak dobrych warunkach wiatr wiejący ponad 30 km/h nie stanowił wielkiego problemu. Trasa znów przebiegała w linii szlaków i tylko kilka razy przeskakiwaliśmy pomiędzy nimi lub pokonywaliśmy bezchmurny obszar. Raz otarłem się o górne ograniczenie wysokości (2750 metrów QNH). Zająłem tego dnia czwarte miejsce, znów uzyskując świetną jak na Jantara prędkość 126 km/h.

Zawody uważam za bardzo udane – 6 konkurencji pod rząd, w bardzo dobrych pogodach. Wykonałem kilka z moich najszybszych w życiu przelotów na Jantarze Std., zająłem 7 miejsce na 46 zawodników (czego nie spodziewałem się po polu drugiego dnia) i sporo się nauczyłem patrząc jak latają najlepsi. W zawodach tych nasz Aeroklub reprezentował także Jurek Mikołajczyk, któremu dziękuję za wsparcie i dobre słowa. Kilkukrotnie spotkaliśmy się pod wspaniałymi szlakami, co na pewno długo pozostanie w naszej pamięci.

Łukasz Kornacki
Wspierają nas
Zobacz nas na
Polecamy

Wojciech Bógdał
Facebook
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Chcesz porozmawiać na forum?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło